Dla mnie spędzanie czasu z dziećmi, ich skupienie, uwaga i rozmowy, to znacznie więcej niż logo marki.

Niedawno byliśmy w Legolandzie. Dla Dzieci megafrajda – ale o tym już niebawem w dłuższym wpisie i całkiem długim filmie. Teraz chciałbym poświęcić więcej uwagi samym klockom. Bo choć piękne są konstrukcje, które z nich powstają, to jednak nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie o to.

Tato, poskładamy? Kiedy skończymy?

Nagroda w postaci okazałego modelu jest tuż na wyciągnięcie ręki. Dosłownie. Widać ją na pudełku i już za chwilę, a raczej za nieco ponad 1100 klocków będzie nasza. Tylko że no właśnie. Trzeba to poskładać. I nie, nie jest to przeszkoda – ale nagroda sama w sobie. Bo zobaczcie.

Czas spędzony nad klockami, to bezcenny czas razem!

Gdy siadamy wszyscy do stołu, na początku jest ekscytacja. Ile worków, ile klocków. Gdzie instrukcja? Od czego zaczynamy? Razem przeżywamy te chwile – najpierw ekscytacji, a po godzinie zwątpienia i chęci odpuszczenia składania na kolejny dzień. I choć to może pachnieć jak przegrana lub co najmniej chwilowa porażka – to przecież nią nie jest. To zapowiedź kolejnego wieczoru, który spędzimy razem. Razem będziemy się wysilać, razem szukać klocków, razem cieszyć się z każdej przewróconej strony w instrukcji. I to jest wspaniałe!

Motywujemy się nawzajem!

Kiedy chodziłem z Dziećmi po Legolandzie, zastanawiało mnie jedno – ile czasu poświęcono na zbudowanie miniatur wielu miast. Ba! Dokładnie to zmierzono i napisano, wspominając o czasie oraz o liczbie elementów – na specjalnych tabliczkach przy każdej konstrukcji. I oddałbym dużo, żeby zobaczyć miny budujących, kiedy w końcu ich klockowe arcydzieło ujrzało światło dzienne. Nagroda przyszła niemal natychmiast, bo obecnie tysiące turystów podziwia „to coś”.


Owo „coś”

Tak jak wspomniałem powyżej „to coś” klocków to nie logo czy dana marka. Owszem, Lego robi to doskonale i od lat. Ale nie każdy może wysupłać taki budżet na, jakby to nie nazwać, „zabawkę” dla Dzieci. Czy akurat tylko dla nich, można dyskutować, bo dorośli, a szczególnie Tatusiowie, też często chwalą się modelami z klocków. Często są to samochody, innym razem pałace z bajek i seriali. Ale prawdziwym sercem składania klocków jest czas spędzony razem, skupienie myśli, a tym samym oderwanie ich od codzienności, a co za tym idzie – odpoczynek. Lubię myśleć, że to „aktywne” odpoczywanie, bo tym tłumaczę sobie zaniechania w zajęciach sportowych, ale wiecie, o co mi chodzi.

 

Klocki są „Git”

Szukając właśnie „tego czegoś” w klockach, ale z mniejszym budżetem, znalazłem Gittstuff.pl. To młody sklep, ale z fajnymi rzeczami. Pomyślałem – a spróbuję. Zamówiłem – przyszło. Chińskie? Tak! Czy gorsze? Absolutnie nie. Cenowo? Mniej niż 200 zł – a elementów ponad 1100. Jak wyglądało składanie? Na szczęście zrobiłem kilka zdjęć:

 

Kiedy koniec?

Dla moich Dzieci nie wszystko było tak ekscytujące jak dla mnie, ale jeszcze są za mali. Dla bardziej „dorosłych” dzieci będzie to zupełnie inna przygoda. Miło jest patrzeć, jak w początkowego chaosu wyłania się niecodzienna maszyna, z otwieranym bagażnikiem i drzwiami. To robi wrażenie. 

Nie Lego? Co z tego!

Klocki Lego mamy zawsze i każdy ma ich sporo w domu. Dlatego od czasu do czasu warto spróbować czegoś alternatywnego. Ok, miałem pewne wątpliwości, czy „nie-Lego” da radę, ale w niektórych aspektach dało bardziej radę od znanego producenta. Na przykład z pozoru nieznacząca wiele książeczka z instrukcją. Tutaj zadbano o nieco twardszą, a tym samym trwalszą oprawę. Twardość ma znaczenie Chciałem to napisać, ale wyszłoby niezgrabnie, więc napiszę, że w przypadku Dzieci książeczki instruktażowe wyglądają nieciekawie – są miękkie, więc szybko się niszczą. A od Gittstuff.pl otrzymujemy całkiem wytrzymałą okładkę. Fajnie, bo można model rozłożyć i złożyć ponownie kiedyś. Może. Jeśli oczywiście nie będzie zdobił tatusiowej gablotki za szkłem ;).

 

Napisałem do nich. A co!

Kiedy już ułożyliśmy model (choć liczba mnoga jest pewnym nadużyciem), napisałem do chłopaków z Gittstuff.pl, że dzięki za klocki, że fajna robota, bo dużo frajdy przyniosł prezent Dzieciom i mi. No co? Nie piszecie czasem tak? Mnie czasem się zdarza. Bo w sumie dużo łatwiej nam napisać, jak coś pójdzie nie tak, jesteśmy niezadowoleni, to wówczas śmiało: kontakt, mail, kopiuj… i rozgrzewamy klawiaturę do czerwoności. A jak coś pójdzie dobrze, to nam już tak dobrze to pisanie nie wychodzi prawda? No w każdym razie napisałem do nich, a oni, że miło, że dziękuję i że w sumie zaczynają i czy nie mógłbym napisać o nich na swoim blogu. Ja że w sumie, czego nie, zdjęcia mam. Ok. Na co oni, że może zrobimy taką promocję, że jak ktoś zrobi u nich zakupy, to ja przeznaczę część książek i oni będą dodawać do przesyłki, jako nagrodę dla moich czytelników. Oni, czyli Gittstuff.pl oczywiście wcześniej zakupią książki ode mnie. No to nie pozostaje mi nic innego, jak zaprezentować Wam specjalny, bardzo skomplikowany, arcytrudny kod do zapamiętania i wpisania podczas zakupów na Gittstuff.pl.

PANPOETA

Miłego wpisywania i układania! Pamiętajcie – liczy się czas. Nie, nie czas układania. Czas spędzony razem!

 

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Close

Koszyk

Brak produktów w koszyku.