_Chlopiec_helikopter_zabawka

Synek mnie wkurza. Nie powiem.

Kiedy na każdą prośbę słyszę:

ale Tato, posłuchaj…

coś się we mnie buntuje, bo przecież powinien być posłuszny. Ale właśnie: dlaczego powinien?

Dlatego że ja tak zostałem wychowany? Dlatego że tak powinno być? Bo tak jest przyjęte, że dzieci zawsze słuchają rodziców?

I wiadomo, że mogę mu kazać i go zmusić. Jestem starszy, silniejszy i tak dalej. Wszystkie argumenty siłowe po mojej stronie. Ale wymuszając na synku to i owo, zupełnie niechcący uczę go, że trzeba się podporządkowywać silniejszemu i nie kwestionować jego zdania.

Tym samym pokazuję mu, że jego zdanie się nie liczy i że nie warto go wygłaszać, bo i tak trzeba się będzie podporządkować.

Czasami trzeba, ale nie zawsze

Od pewnego czasu zawsze zwracam uwagę na to, co synek chce powiedzieć. W większości przypadków te usprawiedliwienia czy argumenty są zupełnie bez sensu i “nie przechodzą” u mnie, ale przynajmniej synek wie, dlaczego ma coś zrobić i że zostanie zawsze wysłuchany, a jego zdanie ma znaczenie.

Uczę go, że zawsze może ze mną podyskutować, wyrazić swoją opinię (choć on jej pewnie tak nie nazwie). Ma odwagę mówić co myśli, a ja ani myślę tego w nim zabijać. Dlatego…

Pozwalam mu na siebie krzyczeć

Niekiedy emocje biorą górę i synek na mnie krzyczy, a nawet bije. Pozwalam mu na to, bo to przecież naturalne emocje. Oczywiście mówię, że nie powinien tak robić, bo jest mi przykro. Ale pozwalając mu na to, nieświadomie uczę go, że warto mieć swoje zdanie i o nie walczyć, a czasem postawić na swoim. I kropka. .

On bije mnie. Ja biję się z myślami

Łapię się na tym, że mam ochotę od razu hamować te jego bokserskie zapędy. Jednak chcę go też nauczyć, że nie wszyscy, nawet tata, będą się z nim zgadzać, co nie znaczy, że jego myślenie jest gorsze i ma ustępować tylko dlatego, że ktoś jest silniejszy. Jego zdanie jest po prostu inne, ale tak samo ważne.

Jedni to nazwą głupotą, ja – odwagą

Nie chcę niszczyć w moim synku tego twardego stawiania na swoim. Wychowuję go przecież nie dla siebie, ale dla świata i dla innych. Szczególnie dla przyszłej jego żony, partnerki czy po prostu bliskiej osoby, która musi czuć się przy nim bezpiecznie.

Jeśli ma wyrosnąć na świadomego swej wartości faceta, nie może bać się postawić komuś nawet większemu i silniejszemu od siebie. Musi wierzyć, że jego zdanie jest najważniejsze i że ma pełne prawo o nie zawalczyć.

Niech uczy się od siebie

Może to niewychowawcze, ale nierzadko hamuję się w kategorycznych zakazach. Jeśli synek upiera się i chce coś zrobić po swojemu, choć ja wiem, że nie skończy się to sukcesem, to mu pozwalam.

Dzięki temu on poznaje konsekwencje swoich zachowań (przynajmniej mam taką nadzieję), uczy się na swoich błędach, a nie na tym, co tata powiedział.

Wiele razy ostrzegałem go na przykład, że skakanie po łóżku jest niezbyt bezpieczne. Ale co mu tam tata będziesz mówił, jak to takie fajne poodbijać się i porozwalać misterne posłanie. Poza tym, jak będę mu mówił: uważaj, bo spadniesz, nie rób tego, bo coś ci się stanie i tak dalej, to (tak sobie myślę) w przyszłości nie będzie miał odwagi robić nic szalonego, z obawy, że zrobi sobie krzywdę. A wówczas co to za życie, jak wszystko robiło grzecznie i bez przesady? Bez żadnego szaleństwa? Gdzie tu życie, emocje i wrażenia? 

A tak? Po roku beztroskich podskoków przyszedł taki moment, że synek spadł. Nabił sobie guza. Był płacz. Przytulanie. Tak mnie korciło, żeby powiedzieć: a nie mówiłem, żebyś… Ale ugryzłem się w język. I tak sam zrozumiał. Od tego momentu jakoś nie widziałem, żeby skakał. Bolesna nauka, ale zawsze jakaś.

Dlatego słucham dzieci, zamiast kazać się słuchać

Łapię się na tym, że chcę być kategorycznym rodzicem, prawie demiurgiem domowego ogniska, co jest zupełnie bez sensu. Owszem, trzeba wskazywać drogę, rozwiązywać problemy, ale bez przesady. Dzieciaki są mądrzejsze niż nam się wydaje.

Moim chcę dać szansę na popełnianie błędów i wyciąganie własnych wniosków. A jak się ze mną nie zgadzają, to co z tego? Przecież mogą mieć własne zdanie. Tak jak ja ;-).

A na koniec wykład Jacka Walkiewicza, który niejako zainspirował mnie do tego, żeby raczej uczyć się od dzieci niż na odwrót:

Close

Koszyk

Brak produktów w koszyku.

%d bloggers like this: