pan-poeta-przestraszony

Nie mogłem powstrzymać śmiechu. Skoro Synek ma siusiaka, co więcej, Tata też go ma, to dlaczego Mama nie?Jest problem, ale też i proste rozwiązanie. Trzeba kupić i po sprawie.

Tylko gdzie kupić siusiaka?

Tłumaczymy, że chłopcy tak, ale dziewczynki niekoniecznie mają siusiaki. Jednak Synek podejrzewa, że to tylko moja opinia i prawdę postanawia odkryć samodzielnie. Tajniakiem, że niby chce wykąpać się z Mamą, wchodzi pod prysznic. Mama się kąpie. Synek udaje, że też, ale tu zerknie, tam niby przypadkiem rzuci okiem. Choć widzi, że coś jest nie tak i prawda jest inna od tej, której się spodziewał, to jeszcze ostatkiem nadziei pyta: Mama, gdzie masz siusiaka?

Jak tłumaczy sobie tę oczywistą nieprawidłowość świata?

Przez ostatnie, a w zasadzie jedyne, dwa i pół roku swojego życia zdążył sobie jakoś tam świat poukładać. Obserwuje siebie i nie za bardzo dopuszcza myśli, że ktoś może być inny. I teraz co? Na własne oczy przekonał się, że tym razem to jednak tata miał rację.

W akcie małej i chyba niezbyt nieświadomej zemsty obwieszcza tę nową prawdę w najmniej odpowiednich miejscach: u lekarza, dentysty czy w sklepie. Jakby wszyscy ludzie w sklepie potrzebowali tej informacji jak chleba, po który przyszli.

Mama nie ma siusiaka, wies?!!!

Na szczęście ludzie, których spotykamy, mają sporo dystansu i po prostu życzliwie się uśmiechają.

Ale nie uciszam go i powstrzymuję śmiech

Choć trudno się nie uśmiechać, to staram się nie wprawiać synka w zakłopotanie. Skoro ciągle mówi o tym, to pewnie ma poczucie, że dokonał wielkiego odkrycia. To dla niego ważne, więc niech się tym pocieszy. W sumie, co mi szkodzi. Jest śmiesznie!

pan-poeta-usmiechniety

A z drugiej strony zastanawiam się, jak to jest z jego perspektywy z tym odkrywaniem świata. I jak duża odpowiedzialność leży na rodzicach. Abstrahując już od siusiakowych spraw, to pomyślałem, że maluchy nic nie widzą o świecie. WOW. Nic w tym odkrywczego, prawda?

Ale jeśli się zastanowimy, to my, rodzice, przekazujemy dzieciom prawdę o świecie. Uczymy je go. Podpowiadamy, jak jest poukładany. Pokazujemy (i to słowo jest ważne) go i to przez nasze reakcje, zachowanie one go poznają.

Jeśli więc jesteśmy nerwowi, wybuchowi, obrażamy się czy krzyczymy, to one uczą się, że tak po prostu jest. Jak po prostu tak jest, że mamy nie mają siusiaków. Proste.

Stąd też taka myśl, że można pokazać dzieciom świat lepszym niż my mieliśmy okazję go poznać. Wznieść się ponad siebie i czasami na nerwową sytuację reagować spokojem i opanowaniem. Żeby nie mówić, że tego nie wolno, tamtego nie umiesz, a na to uważaj, bo coś tam.

Żeby pokazać im świat takim, jakim chcemy, aby widziały go w przyszłości. Niekoniecznie taki, jaki my zastaliśmy. Może być lepszy. Może mieć lepszą jakość. Wystarczy się postarać i czasami wznieść się ponad siebie, swój pogląd świata, swoje nawyki. Trudne, ale da się. A przynajmniej mocno w to wierzę.

OBSERWUJ NA INSTAGRAMIE

Podoba Ci się wpis? Puść go w świat!

Close

Koszyk

Brak produktów w koszyku.