DZIECKO-CZAPKA-FOCH

Czy Twoje dziecko też Cię czasami nie słucha? Co robić w takiej sytuacji? I czy trzeba w ogóle coś robić?

Synek mnie wkurza. Nie powiem. Kiedy na każdą prośbę słyszę:

ale Tato, posłuchaj…

coś się we mnie buntuje, bo przecież powinien być posłuszny. Ale właśnie: dlaczego powinien? Dlatego że ja tak zostałem wychowany? Dlatego że tak powinno być? Bo tak jest przyjęte, że dzieci zawsze słuchają rodziców?

I wiadomo, że mogę mu kazać i go zmusić. Jestem starszy, silniejszy i tak dalej. Wszystkie argumenty siłowe po mojej stronie. Ale wymuszając na synku to i owo, używając przy tym siły (werbalnej czy fizycznej) po pierwsze pokazuję swoją słabość, a po drugie zupełnie niechcący uczę go, że trzeba się podporządkowywać silniejszemu i nie kwestionować jego zdania. Tym samym pokazuję mu, że jego zdanie się nie liczy i że nie warto go wygłaszać, bo i tak trzeba się będzie podporządkować. Takie postępowanie może mieć bardzo negatywne konsekwencje w przyszłości. W szkole czy pracy na pewno spotka się z innymi, silniejszymi od siebie. Czy ma się ich bać? Schylać głowę i robić to, co mu każą? Po moim trupie.

Pozwalam mu na siebie krzyczeć. A nawet bić

Niekiedy emocje biorą górę i synek na mnie krzyczy, a nawet bije. Pozwalam mu na to, bo to przecież naturalne emocje. Oczywiście mówię, że nie powinien tak robić, bo nie jest to najlepsze rozwiazanie. Ale pozwalając mu na to, nieświadomie uczę go, że warto mieć swoje zdanie i o nie walczyć, a czasem postawić na swoim. Nie wszyscy, nawet tata, będą się z nim zawsze zgadzać, co nie znaczy, że jego myślenie jest gorsze i ma ustępować tylko dlatego, że ktoś jest silniejszy. Jego zdanie jest po prostu inne, ale tak samo ważne. Dlatego pozwalam mu je wyrazić. Dopiero jak mu wytłumaczę i on zrozumie, dlaczego, na przykład bicie, nie jest ok, to w pewien sposób osiągnę sukces wychowawczy.


Poza tym muszę zawsze pamiętać, że on nie do końca potrafi zrozumieć własne emocje, a już na pewno nie umie ich (jeszcze) kontrolować. To że mnie uderzy znaczy tylko tyle, że nie potrafi opanować tego, co dzieje się z nim w środku. Musi wyładować nadmiar emocji, bo nie wie, jak w inny sposób sobie z nimi poradzić. Dlatego w mojej ocenie nie ma co skupiać się tu na karaniu, a na rozmowie. Wiem, że dyskusje z czterolatkiem często są na pograniczu absurdu, ale na tym polega wyzwanie rodzicielstwa. Rozmawiając, na pewno bardziej poprawiamy jakość relacji z dzieckiem, niż gdybyśmy je karali za każde przewinienie czy niekontrolowany wybuch złości.

Jedni to nazwą głupotą, ja – odwagą

O moim synku można powiedzieć, że jest uparty i krnąbrny. A ja wolę myśleć, że po prostu twardo stawia na swoim. I nie chciałbym tego w nim niszczyć. Wychowuję go przecież nie dla siebie, ale dla świata i dla innych. Szczególnie dla przyszłej jego żony, partnerki czy po prostu bliskiej osoby, która musi czuć się przy nim bezpiecznie.

Jeśli ma wyrosnąć na świadomego swej wartości faceta, nie może bać się dyskutować z kimś nawet większym i silniejszemu od siebie. Musi wierzyć, że jego zdanie jest najważniejsze i że ma pełne prawo o nie zawalczyć. Przy czym nie chodzi o butę, ale o taką postawę, że wierzę w to co wierzę, głośno o tym mówię. I zdanie zmienię dopiero wtedy, gdy ktoś mnie przekona do swoich racji. Ale dyskusją, a nie argumentem siły. A od kogo ma się synek tego uczyć jak nie od pierwszych autorytetów w swoim życiu, czyli rodziców? 

Niech uczy się od siebie

Większą naukę dzieci wynoszą z doświadczenia niż ze słuchania. Dlatego często hamuję się w kategorycznych zakazach. Jeśli synek upiera się i chce coś zrobić po swojemu, choć ja wiem, że nie skończy się to dobrze, to mu pozwalam. Dzięki temu on poznaje konsekwencje swoich zachowań (przynajmniej mam taką nadzieję), uczy się na swoich błędach, a nie na tym, co tata powiedział. 

Wiele razy ostrzegałem go na przykład, że skakanie po łóżku jest niezbyt bezpieczne. Ale co mu tam tata będziesz mówił, jak to takie fajne poodbijać się i porozwalać misternie ułożone posłanie. Poza tym, jak będę mu mówił: uważaj, bo spadniesz; nie rób tego, bo coś ci się stanie; i tak dalej, to (tak sobie myślę) w przyszłości nie będzie miał odwagi robić nic szalonego, z obawy, że zrobi sobie krzywdę. A wówczas co to za frajda, jak wszystko robiło grzecznie i bez przesady? Bez żadnego szaleństwa? Gdzie tu życie? Emocje? Radość z podjętego ryzyka?


Więc tak skakał po łóżku – pomimo wielu przypomnień, że to mało bezpieczne. Ale nie wierzył przez ponad rok. Po dwunastu miesiącach beztroskich podskoków, salt i wygibasów przyszedł taki moment, że spadł i nabił sobie guza. Tak mnie korciło, żeby powiedzieć: a nie mówiłem, żebyś… Ale ugryzłem się w język. Poprzytulałem, przyłożyłem lód do czoła. I sam przyznał, że już po łóżku skakał nie będzie. 

Dlatego słucham dzieci, zamiast kazać się słuchać

Łapię się na tym, że chcę być kategorycznym rodzicem, prawie demiurgiem domowego ogniska, co jest zupełnie bez sensu. Owszem, trzeba wskazywać drogę, rozwiązywać problemy, ale bez przesady. Dzieciaki są mądrzejsze niż nam się wydaje. Moim chcę dać szansę na popełnianie błędów i wyciąganie własnych wniosków. A jak się ze mną nie zgadzają, to co z tego? Przecież mogą mieć własne zdanie. Chcę, żeby poznawały świat na swój sposób. Niech będą odważne i niech się nie boją, że tego nie wolno, tamtego też, bo coś się stanie. Żyjąc z takim przekonaniem wyniesionym z dzieciństwa, w dorosłym życiu mogą mieć ciężko. Wiem, co mówię, bo sam przez to przechodziłem i przechodzę. A to trudna droga, której moim dzieciaczkom wolę oszczędzić.

A na koniec wykład Jacka Walkiewicza, który, będąc rodzicem, podobnie jak ja, uczył się od dzieci:

 

A jeśli Wasze dziecko ciągle się złości i zachowuje się egoistycznie, z pomocą może przyjść książka „Wróbel, co oćwierkał sąsiadów”. To dobry wstęp do rozmowy o uczuciach innych, poszanowaniu przestrzeni wspólnej i zgodnym życiu w społeczeństwie. A jakie rymy! Poezja! ;))).Wrobel-Co-Ocwierkal-Sasiadow-Srodek

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Koszyk

Brak produktów w koszyku.