Tato, nie mam czasu. Synku, a co to jest czas? Nie wiem!

Mój synek powtarza za mną wszystko, i dostrzegam absurd własnych zdań

NIE MAM CZASU! Komu nie zdażyło się tak powiedzieć do dziecka? Mi to przychodzi mimochodem jako usprawiedliwienie – z braku lepszego wytłumaczenia. Skoro dzieci naśladują rodziców, nic dziwnego, że mój Synek czasami używa tej frazy. Właśnie wtedy dociera do mnie absurd tego zdania. „Nie mam czasu” jest bardzo wygodne, bo spycha odpowiedzialność ze mnie na czas, którego tak naprawdę nikt nie posiada. Mowa trawa.

Oczywiście nie mówię w ten sposób do Synka. Może kilka razy się zdarzyło, jak byłem naprawdę zajęty i akurat zabawa nie była na liście moich priorytetów. Zawsze wtedy Synek zgłasza zdanie odrębne. Wspina mi się na kolana z całym sprzętem: koparami, wywrotkami i betoniarami, robiąc z mojego biurka radosny plac budowy.

„Nie mam czasu”, to kłamię
Kiedyś jeden z wykładowców powiedział nam, że jak ktoś twierdzi, że nie ma czasu, to nie należy mu wierzyć. Czasu każdy ma tyle samo. Jak ktoś mówi: „nie mam czasu”, to ukrywa dalszą część tego zdania: „dla ciebie”. To z kolei znaczy, że nie chce tracić swojego czasu dla tego kogoś.

Kiedy przykładam te kilka zdań do sytuacji z Synkiem, to trochę wstyd. Bardziej niż trochę! Dlatego obiecałem sobie, że był to ostatni raz. A że z obietnicami danymi sobie radzę sobie tak dobrze, jak moja „Kura, co tyła na diecie”, to zobaczymy. Ale przynajmniej się postaram.

%d bloggers like this: