Kaczka dziwaczka dziwniejsza niż myślisz

Z pozoru zabawna opowiastka o dość zwariowanej kaczce, która, delikatnie mówiąc, miała nie po kolei w głowie. Ale czy na pewno?

Bajki to inaczej przypowieści. Oprócz dosłownego znaczenia mają też drugie – metaforyczne. A więc o czym tak naprawdę jest Kaczka Dziwaczka? Żeby się tego dowiedzieć, zinterpretuję kolejne jej fragmenty.

Lecz zamiast trzymać się rzeczki, robiła piesze wycieczki

Co może symbolizować „rzeczka” z „Kaczki Dziwaczki”? Integralną cechą każdej rzeki jest prąd niosący wszystko i wszystkich w jednym kierunku. Można zatem ją zinterpretować jako ogólnie obowiązujące zasady, trendy czy wspólne dla ogółu społeczeństwa przekonania.

Jeśli tak, to z Kaczką od pierwszego słowa bajki było coś nie tak, gdyż mieszkała „nad” rzeczką. Można to rozumieć w taki sposób, że była ponad regułami, którymi kierowali się inni. Ba. Świadomie ich nie przestrzegała i…

… zamiast trzymać się rzeczki, robiła piesze wycieczki

U fryzjera prosi o ser, a do pralni chodzi po znaczki. Jednak moim zdaniem tylko pozornie myli miejsca i ich przeznaczenie. Tak naprawdę kwestionuje status quo. Dlaczego oczywistym jest, że nabiału nie można kupić u fryzjera a w aptece odrobiny mleczka? Tylko dlatego, że ktoś tak kiedyś ustalił, ale przecież wcale tak nie musi być. W czasie, kiedy Brzechwa pisał swoją bajkę, może było to nie do pomyślenia, ale dzisiaj w aptece jak najbardziej można kupić mleczko (do twarzy, dla dzieci i pewnie jakieś inne jeszcze też), więc nie jest to już takie „dziwaczne”. Ale wróćmy do bajki.

Gryzły się kaczki okropnie: a niech tę kaczkę gęś kopnie!

To bardzo typowa reakcja na oryginalność. Społeczeństwo nie lubi wyjątkowych jednostek, ponieważ odstają od normy i płyną pod prąd utartej… „rzeczki”. Kłują w oczy tak bardzo, że w końcu stają się zmartwieniem innych. Czy nie znamy tego z własnego doświadczenia?

Ktoś ma sportowe auto – złodziej. Ktoś osiągnął sukces – miał fart. Ktoś został prawnikiem – to przez znajomości. Mniej lub bardziej świadomie zdarza nam się czasem umniejszać zasługi zdolniejszych, bogatszych czy bardziej oryginalnych osób. Nie jestem psychologiem, więc daruję sobie rozważania, dlaczego tak się dzieje. Zamiast tego zobaczmy, co w bajce dzieje się z kaczką dalej.

A przy tym na przekór kaczkom, czesała się wykałaczką

Kaczka wiedziała, że jej nietypowe zachowanie drażni inne kaczki, dlatego pozwalała sobie na więcej, by pokazać, jaka jest nietypowa, i że to ona, a nie one, ma rację. Bez obciachu nazywała makaronem tasiemkę i połykała dwa złote, choć pewnie nie miała świadomości, że z powodu swojego zachowania już nigdy nie zdąży ich nikomu oddać. Kwestionowała zastany stan rzeczy, wywracała świat do góry nogami, a to nie mogło ujść uwadze poukładanych i żyjących według sprawdzonych, zastałych norm innych kaczek.

Martwiły się inne kaczki: co będzie z takiej dziwaczki

I dziwnym zbiegiem okoliczności, zaraz po tym ich „zamartwianiu się”, nie wiadomo skąd, jakby deus ex machina, „wreszcie znalazł się kupiec”, który zechciał ją zjeść. Dzieci może tego nie czytają w ten sposób, ale zanim „wybawca kaczek” upiekł ją starannie w brytfannie, to przecież musiał ją wysłać do Krainy Wiecznych Lotów, co na pewno było miłym gestem ale tylko wobec wcześniej „martwiących się” kaczek. Już nikt im nie będzie burzył prawilnego porządku rzeczy. Do czasu.

Nawet po śmierci utarła im nosa

Kiedy wszyscy myśleli, że już po sprawie i chciano kaczkę zjeść, ponownie zadziwiła wszystkich, bo zmieniła się w zająca. Jej przemiana też nie jest bez znaczenia. W historii mamy wiele przykładów oryginalnych jednostek, które utraciły życie (dosłownie lub metaforycznie) za niepasujące do ówczesnej wiedzy czy mody poglądy, które dzisiaj stały się powszechnie obowiązującymi: Kopernik, który naraził się chyba całemu światu czy Van Gogh lub Norwid odkryci tak naprawdę dopiero po śmierci.

Dziwaczka oczywiście to nie ten format, ale pokazuje bardzo ważną rzecz: ekstrawagancja czy szerzej – indywidualizm i podważanie status quo może źle się skończyć dla podważającego. Społeczeństwo nie lubi wyjątków, choć wcześniej czy później docenia ich dzieła. Jeśli tak patrzeć na ten utwór Brzechwy – przestaje być już zabawny… Przepraszam.

%d bloggers like this: