Deficyt Taty

Gdzie tata? Kiedy będziesz? Jesteś w pracy?

Cholernie głupio, kiedy słyszę w słuchawce te słowa Synka. Wyrzuty sumienia uciszam tłumaczeniem, że przecież muszę zarabiać, bo ktoś musi. I że to równie ważne, jak wychowanie dzieci. Ale nie. To tylko wytłumaczenie. Nieświadomie, choć czasami bez przedrostka „nie”, wybieram pracę zamiast tych zabawek, ciastolin, koparek i płaczu. Tego hałasu, rozgardiaszu i bałaganu. W pracy mam wszystko poukładane. Panuje względna cisza. Nikt mi nie przeszkadza co minutę, zadając to samo pytanie w kółko i jeszcze raz.

Zrobione być musi bez wymówek
Choć głupio się przyznać, to czasami najzwyczajniej nie chce mi się być idealnym ojcem. Staram się, ale pojawia się tyle spraw, które nie znoszą tłumaczenia, że muszę do Synka. Nie. Ma być zrobione i tyle. No to robię i wracam do domu, do Synka, ale z powodu później pory udaje mi się zdążyć tylko na ostatni akt jego dnia: popatrzeć, jak śpi.  

Szkoda tego okresu
Widzę, że mnie potrzebuje. Że chodzi za mną krok w krok. Wszystko robi ze mną, a kiedy jestem w domu, to Mamy jakby nie widział. Jestem deficytowym tatą, więc jak jest okazja, to Synek korzysta na maksa. Nie chcę, żeby praca zabierała mi czas, który mogę spędzać z Synkiem. Patrzeć, jak dorasta, przeżywa i odkrywa świat. Tak bardzo mnie potrzebuje. Ja Go też, bo pokazuje mi świat z zupełnie innej strony.

Fajnie poudawać dzieciństwo
Zachwyca się zwyczajnością, dostrzega niezwykłość świata, do której my, dorośli, przywykliśmy tak bardzo, że się znudziła i spowszedniała. A przecież na przykład samolot na niebie jest niesamowity. Mniejszy niż główka szpilki, a jednak mieści w sobie kilkaset osób. Jak tak się na to spojrzy, to jest to historia prawie jak z bajki. Dlatego to dzieciaki maja rację, że się tym zachwycają, a nie my, dorośli, uśmiechając się w tych chwilach życzliwie pod noskiem. Nie chcę zabierać dziecku tej radości, dlatego czasami zwyczajnością emocjonuję się jeszcze bardziej niż on, by razem z nim przeżywać tę jego ekscytację. A tak poza tym to megafrajda. Naprawdę.

Dołącz do dyskusji